czyli TREK festival
Uwielbiam gotować i jeść. Nie wszystko, co popadnie i jak leci ( na dobra, w taki sposób również - gdy po pracy przychodzę głodna do domu a w mojej głowie siedzi tylko jedna myśl - zaspokoić głód!). Najważniejsze jest jednak to, że na hasło JEDZENIE otwiera się mój radar :) A nazwa food fesiwal ( lub festival ) jest dla mnie jak czary mary! No i tak własnie zareagowałam na wpis w wydaczeni. Boże, ale bajka. Jedzenie, kuchnie na kółkach, zapowiedź czegoś pysznego i alkoholowego z rabarbaru... Szkoda tylko, że to już było i to w Amsterdamie. Nie gdzieś tutaj po sąsiedzku, ale gdzieś tam... Ech. No pozazdrościałam, a zazdroszczę nieczęsto - bo uważam, że to jest jedno z najmierniejszych uczuć.No i tak sobie sprawa prawie przeminęła, aż któregoś dnia otworzylam gazetę a tam - festiwale i między innymi http://www.festival-trek.nl/ i to w Maastricht, a w Maastricht mamy kogo odwiedzić i zaangażować w ewentualne propozycje. Pozatym jest to stare, przyjemne miasto z klimatem i lubię je odwiedzać. W każdym razie - lampka zapaliła się i zgasnąć nie chciała. Zajrzałam na stronę TREK - festival i napaliłam się jeszcze bardziej. J. dorzucił propozycję wypadu do Valkenburg no i w taki sposób zabraliśmy swoje cztery litery i pojechaliśmy w świat.
TREK festival... Na obrzeżach centrum miasta,w parku, blisko zamku rozbito obozowisko dla kuchni na kółkach. Wejście gratis ( nietypowe dla NL), cały weekend do godzin nocnych. Wybór potraw - dla każdego coś dobrego. Począwszy od zwykłych frytek, po kuchnię indyjską, wegetariańską, meksykańską i jeszcze jeszcze więcej. Wszystko świeże i zachęcjace zapachem. A do tego dobra muzyka, przyjemna atmosfera i frajda. Objadłam się nieprzyzwocie i już mam ochotę na więcej takich imprez :)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz